sobota, 4 sierpnia 2012
Pyskata smarkata, chora matka i Bóg Wszechobecny
Takie naiwne, biegną bez sensu
bez muzyki i bez Boga,
żyją martwe na ziemi.
Aż strzeli piorun, wystraszy końcem
tułaczki w której nie potrafiły się określić,
nazwać siebie i tego czym żyją.
Pochylone nad sobą, pełne lęków i odrazy,
strachu przed życiem z cierpieniem,
czując tylko to co dziś i teraz.
A tu Bóg przychodzi, bezczelnie zmienia ich koncepcję,
jest we wspólnych lodach,
opowiada że to wspomnienie żyć będzie.
Furia, wariatka mówi bez ogródek,
co mi po tym mój Boże,
gdy mi matka umrze, ojciec odejdzie?
Wypełnię tę samotność, Bóg powiada,
tylko Mi nie pozwalasz,
jęczysz że sama, a gdy się zbliżam to się oddalasz.
Drze koty, toczy woje, bez muzyki, bez tańca,
jak na ringu, szarpanina, starcia,
pyskata smarkata i Bóg Wszechmocny.
Chce rozmawiać, Bóg uparciuch,
nie odpuści,
nawet przy trumnie weźmie za rękę.
Pyskata smarkata, bezczelna w swych zdaniach,
Bóg nie wytrzymał, pozwolił jej dotknąć swych ran,
wykrzesał z niej odrobinę ciepła.
A matka nie pyta po co to wszystko,
choruje jakby obierała ziemniaki,
żyje bez Boga, bez muzyki, bez tańca.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)