A : Miałaś dobry dzień...
M : Oo, tak? Znaczy, faktycznie.
Widziałam dziś piękno,
byli razem, we dwoje,
ona i on, na wózkach,
tacy brzydcy, nieładni,
trochę zaniedbani, bez polotu.
I on patrzył jej w oczy,
ona jemu też.
Jak tak patrzyli razem, obydwoje,
to jego twarz, tak się roześmiała,
miała w sobie radość, ta twarz aż mi jaśniała.
Ona nie wiem, pewnie też,
nie widziałam, była plecami.
Tak szłam po schodach,
plecami, cały czas się oglądałam
i gapiłam bezczelnie.
Jakiś chłopak szedł za mną,
myślał że to na niego tak patrzę,
he he, pewnie że bym tak chciała,
on pewnie też, ale to nie było na niego.
(dlaczego? jeszcze nie wiem)
Zatrzymałam się przy bramkach,
wychodziłam z metra gdy ich widziałam.
Byli tak cudownie piękni,
tak wyjątkowi, że bardzo chciałam,
by ten obraz został mi na zawsze,
jeśli nie w pamięci, to nie wiem,
bym mogła to sobie przypomnieć.
Wtedy wjechał na stacje pociąg
i on.. on.. przepuścił ją w drzwiach,
na tych wózkach, gdy wjeżdżali do metra, razem, obydwoje.
Czasami Pan Bóg daje nam takie małe rzeczy,
nagle zauważone nie wiedzieć po co i dlaczego,
a on pozwala nam się oderwać, od tego co jest,
co za dużo, co za ciężkie.
Wiesz, ja nie wychodzę tą stroną z metra,
musiałam przejść dodatkowy kawałek.
Tak, miałam dobry dzień.
Dziękuję
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz